it's official
Zaręczyny odświeżają związek, o tak.
wieczorna 2009-11-01 11:30:46
skomentuj (8)
beztrosko
siedzę na balkonie, wkomponowana w fotel, obok suszy się pranie.
popijam kawę z czerwonego kubka, czytam wczesne opowiadania Pilcha - nieśpiesznie i w niewielkich dawkach (gruby, kremowy papier, piękny krój czcionki).
obserwuję małe zielone gąsienice, wyżerające ażurowe wzorki w liściach mojego bluszczu.
błogo jest.
wieczorna 2009-09-26 14:57:45
skomentuj (2)
...
"...każdego lata nadchodzący kres czuło się we wszystkim - w kłębiastych chmurach, które jak skrzydła aniołów przesuwały się nad zatoką, w ostrym powietrzu końcowych dni sierpnia, w chłodnych podmuchach wiatru, jeszcze nie zimnych, ale już słonych jak zapowiedź sztormu. Czuło się umierające lato..."
P. Huelle, Weiser Dawidek
wieczorna 2009-08-25 09:45:24
skomentuj (1)
summer in the city.
poranne rozespanie, rozbudzanie, nos pod kołdrą.
piętnaście minut na celebrowanie książki i kawy na balkonie.
makijaż, sukienka.
w tramwaju czytanie gazety.
porankowe miasto, lipcowo niezdecydowane.
na rogu staruszek z kwiatami.
pracuję w takim ładnym miejscu.
wielkie biurko przy oknie, za oknem Planty.
to pierwsze w moim życiu takie lato, kiedy zupełnie nie mam wakacji.
wakacji - takiego bezczasu, miesiąca, dwóch, bez planów, wyjazdów, z dnia na dzień.
takiego nagradzającego okresu, na który czeka się cały rok, na który trzeba grzecznie zasłużyć.
tego momentu pod koniec czerwca, kiedy stwierdza się, że nagle wszystko w kalendarzu poodhaczane i można sobie zniknąć. puff.
mam za to biurko i stertę papierzysk, pliki w laptopie i kolorowe segregatory.
w perspektywie mam wolne w sierpniu i egzamin we wrześniu.
w pamięci mam ubiegłoroczny zamęt.
(to było rok temu? a nie wczoraj?)
bilans jest na plus.
wieczorna 2009-07-22 09:51:16
skomentuj (6)
uf
takie małe uf, zaliczony odcinek, fragmencik, etapik.
chwila oddechu, moment zdezorientowania.
jutro znów nerwy, koncentracja, wyścig z czasem.
nieznośność. nerwowość.
***
puchate trzmiele przylatują nam do mieszkania. z zadowolenia buczą basowo i moszczą się stanowczo między różowymi płatkami piwonii w wazonie. wyglądają na bardzo zadomowione, więc nie zwracamy już na nie uwagi.
wieczorna 2009-06-18 15:57:20
skomentuj (1)
***
czerwcowo trzymam się na smyczy.
skupiam się na kolejnych małych krokach.
na pamięć znam aktualną listę priorytetów.
nie wybiegam zbyt daleko w przyszłość.
staram się nie panikować.
mozolnie odhaczam.
marzę o lipcowych słońcach i odwiedzinach.
(na starość planuję spędzać długie godziny na haftowaniu serwetek na werandzie)
wieczorna 2009-06-01 13:24:11
skomentuj (2)
* * *
"... mieszkać w wiecznie zasypanym śniegiem domu, karmić psy i koty, palić w
piecach, oglądać wieczorami filmy na HBO, pić herbatę z sokiem malinowym... "
(J.Pilch)
wieczorna 2009-02-19 15:57:19
skomentuj (5)
no to...
... padam na pysk.
zdecydowanie odwykłam od pracowego trybu życia.
dobrze, że chociaż mam tam pyszną kawę z ekspresu bez ograniczeń.
(teraz jeszcze tylko ciasto na domową pizzę, wsad do pralki, zmywanie po całym tygodniu.)
wieczorna 2008-12-11 19:44:44
skomentuj (4)
day one.
"jeśli narzekasz na brak czasu - znajdź sobie nowe zajęcie."
jedna ze złotych myśli mojego ex-polonisty po raz kolejny znalazła odbicie w rzeczywistości.
pierwszy od dawna dzień spędzony na aktywności zawodowej stawia mnie na nogi. grafik mam wypełniony po brzegi i nagle na wszystko mam czas, wszystko zdążę zrobić i tyle mi się chce. same konkrety.
dobrze się czuję z laptopem pod pachą, nie przeszkadza mi dress code. wręcz przeciwnie - już dawno zauważyłam, że pracowy uniform dodaje mi pewności siebie. w białej bluzce i marynarce czuję się nagle dwa razy bardziej kompetentna. podobny efekt daje makijaż - maluję sobie na twarzy pewność siebie i atrakcyjność.
i tak, wiem, ta euforia to rezultat odreagowania, nagłej odmiany, posmakowania czegoś nowego.
i tak, zdaję sobie sprawę, że za parę tygodni będę padać z nóg, że w wieczornym tramwaju będę gapić się przez szybę bezmyślnie zmęczonym wzrokiem i warczeć na ludzi.
ale dziś było mi dobrze. i smakował mi lunch zamówiony do biura...
***
...prawie tak, jak wczorajsza kolacja na randce w egzotycznej restauracji.
jak to dobrze, że potrafimy nadal o siebie dbać i celebrować te małe przyjemności. niedzielne lenistwo pod kołdrą.
wieczorna 2008-12-08 21:07:39
skomentuj (1)
kalendarze
koniec roku to etap zapętleń, podsumowań, domknięć. kupuję nowy kalendarz i przeprowadzam się do niego z moim życiem. zakreślam daty, wpisuję plany, terminy, marzenia.
znowu łapię się na tym, że czas tak szybko, że rok tak szybko. kiedyś tak nie było. dopiero kilka lat temu świat jakoś tak nagle przyspieszył.
nie lubię świętować w Sylwestra, coroczne osiągnięcia podsumowuję kiedy indziej i w innych okolicznościach, ale tym razem jakoś samo mi się nasuwa stwierdzenie, że chyba jeszcze nie było tak przełomowego roku w moim życiu.
***
ciągle mościmy się w tych czterech kątach. wieszamy nad oknem lampki choinkowe, zapalamy świece, budujemy nastrój. cholernie nam tu dobrze.
zapraszamy gości na kolację i celebrujemy przygotowania. ja gotuję i - uwaga! - piekę prawdziwe babeczki, G. sprząta. P. patrzy na naszą krzątaninę i stwierdza, że czuje się jak u siebie w domu, gdy rodzice spodziewają się gości. kiedy podaję do stołu, czuję się dziwnie i staro.
***
A. wyjeżdża do Warszawy robić karierę. choć to już postanowione, ja ciągle nie do końca wierzę i nie dociera do mnie jeszcze, jak bardzo będzie smutno.
***
w sprawie pracy są pewne postępy, ale bez konkretów. na razie od poniedziałku będę się nieodpłatnie kompromitować brakiem wiedzy i doświadczenia w zamian za możliwość wpisania tego później w CV.
***
mój kalendarz ma błękitną płócienną okładkę, miło się go trzyma w dłoni, jak niezapisaną książkę.
wieczorna 2008-12-04 20:42:52
skomentuj (2)